Jesteś moją Muzą

Chirurgia plastyczna czy fotografia kobieca? Wybór jest prostszy niż myślisz ;)

Gdybym dostawała złotówkę za każde „A może lepiej zrobiłabym sobie operację…?”

… To pewnie właśnie pisałabym ten tekst z hamaka na Bali. Ale, Kochana, zanim wydasz równowartość porządnego samochodu na poprawki, które być może wcale Cię nie uszczęśliwią – pozwól, że zaproponuję Ci coś mniej bolesnego (i bez konieczności noszenia bandaży przez pół roku ;)).

Fotografia kobieca ma jeden zasadniczy plus nad chirurgią plastyczną: nie zmienia Ciebie w kogoś innego, tylko w pełniejszą wersję… Ciebie. Taką, która nagle patrzy w lustro i myśli „O rany, to ja?!”. I nie, nie chodzi o to, że nagle magicznie schudniesz, urosną Ci włosy do pasa i będziesz miała oczy jak kot ze Shreka. Chodzi o to, że wreszcie zobaczysz siebie taką, jaką widzą Cię inni – piękną, naturalną, jedyną w swoim rodzaju.

Skalpel leczy ciało, a zdjęcia – duszę

Operacja plastyczna potrafi zmienić kształt nosa czy unieść to i owo, ale nie dotknie tak łatwo Twojej samooceny. A z nią jest jak z rośliną – podlewana i pielęgnowana, rośnie. Zaniedbana, więdnie. Sesja zdjęciowa to taki zastrzyk supero dżywczego nawozu dla Twojej pewności siebie ;)

Podczas sesji nie ma mowy o krytyce. Jest śmiech, jest rozmowa, jest ta intrygująca chwila, kiedy patrzę w obiektyw, a Ty zaczynasz patrzeć na siebie moimi oczami. I wtedy – bach! – w Twojej głowie zaczyna kiełkować ta myśl: „Hej, w sumie to ja siebie lubię”.

Chirurg może Ci „naprawić” to, co uznasz za defekt, ale jeśli w środku wciąż będziesz myślała, że jesteś „nie taka”, to… zgadnij co? Znajdziesz kolejny „problem” do poprawy. A ja? Wolę pokazać Ci, że jesteś wystarczająca tu i teraz. I że czasem wcale nie trzeba niczego zmieniać, żeby czuć się jak milion dolarów.

Efekt uboczny? Możesz się w sobie zakochać :P

Po chirurgii plastycznej dostajesz instrukcję rekonwalescencji. Po sesji kobiecej – serię zdjęć, na których wyglądasz tak, że chcesz ustawić je w ramkach w każdym pokoju, wysłać do znajomych i przypadkiem wstawić na profilowe w pięciu miejscach na raz ;)

Najpiękniejsze jest to, że ta metamorfoza działa od środka. Klientki często mówią mi, że po sesji zdjęciowej inaczej chodzą, inaczej się uśmiechają, chętniej kupują sukienki, które wcześniej wydawały im się za odważne. To nie jest photoshop. To jest Twoja nowa, świeżo wypieczona samoocena.

Nie zrozum mnie źle – nie mam nic przeciwko chirurgii plastycznej, jeśli ktoś naprawdę jej chce. Ale jeśli jedynym powodem jest to, że nie czujesz się wystarczająco piękna… to może zamiast skalpela wybierz obiektyw. W najgorszym przypadku będziesz miała cudowne zdjęcia. W najlepszym – zakochasz się w sobie po uszy.

Więc co wybierasz? Operację i kilka miesięcy bólu… czy 3 godziny zabawy ze mną i efekty, które zostaną z Tobą na lata? ;)

PS. A na zdjęciu powyżej moja Muza – Aneta. Prawdziwy dowód na to, że kobiecość to nie tylko ciało, ale też energia, spojrzenie i ta nieuchwytna iskra. Sesja z nią to była czysta przyjemność – od pierwszego kliknięcia migawki wiedziałam, że będzie magia.

Aby umówić się na sesję w Katowicach, Warszawie lub Bielsku-Białej klikamy TU!

Ahoy!
Alicja

Udostępnij wpis:

Inne wpisy

Dodaj komentarz